Niebezpieczna pożyczka

rafal chmielewski        24 sierpnia 2016        Komentarze (0)

Witam Cię Wspólniku!

Z pewnością zauważyłeś, że od pewnego czasu prowadzę bloga. W tym czasie udało mi się pomóc kilku, no może nawet kilkunastu osobom. Wciąż zdobywam cenne doświadczenie, m.in. rozgryzam nieuczciwe praktyki, a także – tylko z pozoru – neutralne postanowienia umowne.

Ostatnio analizowałem pewną umowę pożyczki i to zainspirowało mnie do napisania tego artykułu.

Pozornie wszystko wyglądało correct, jednak po dokonaniu analizy umowy pożyczki okazało się, iż pewna instytucja pożyczkowa w dość łatwy sposób przejmuje nieruchomości osób nierzadko znajdujących się na tzw. „zakręcie życia”.

Taka sytuacja przydarzyła się również wspólnikom spółki jawnej, którą reprezentuję. W skrócie powiem tylko, że rozszyfrowany mechanizm przejmowania nieruchomości wygląda następująco:

1. Instytucja pożyczkowa udziela pożyczkobiorcy pożyczkę z przewłaszczeniem nieruchomości na zabezpieczenie.

2. W umowie pożyczki wartość przewłaszczonej nieruchomości jest zaniżona w stosunku do jej rynkowej wartości i kwoty udzielonej pożyczki.

I to jeszcze nie wszystko!

3. Instytucja pożyczkowa tylko czeka, aż pożyczkobiorcy „powinie się noga” i pożyczkobiorca nie zapłaci choć jednej raty pożyczki zgodnie z harmonogramem spłat.

Wówczas zgodnie z umową pożyczki firma pożyczkowa dokonuje (w mojej ocenie podstawionej osobie) sprzedaży nieruchomości za cenę zaniżoną w stosunku do jej wartości rynkowej.

W ten sposób instytucja pożyczkowa zyskuje podwójnie. Dlaczego?

Cena sprzedanej nieruchomości nie wystarcza na spłatę udzielonej pożyczki oraz innych kosztów określonych w umowie pożyczki. Pożyczkobiorca wiąż pozostaje dłużnikiem firmy pożyczkowej, a instytucja pożyczkowa lub podstawiona osoba nabywa za stosunkowo niewielką kwotę udzielonej pożyczki nieruchomość pożyczkodawcy.

Okazuje się, iż z pozoru ‘’bezpieczne’’ pożyczki bywają niebezpieczne.

Wyłączenie wspólnika ze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością

Daniel Szczubełek        19 lipca 2016        Komentarze (0)

Witam Cię ponownie, Wspólniku!

W związku, w przyjaźni, czy w pracy bywa różnie. Niedopasowanie charakterów i odmienne poglądy często są przyczyną sporów. Z mojego doświadczenia wynika, że wszelkiego rodzaju nieporozumienia pomiędzy wspólnikami, wcześniej czy później, prowadzą do sparaliżowania działalności spółki. Właśnie z taką sytuacją zmagałem się ostatnio. Opowiem Wam pokrótce jak to wyglądało.

W 2012 r. pomiędzy teściową większościowego wspólnika (95%), a żoną mniejszościowego wspólnika (5%), jednocześnie jedynego członka zarządu, zaistniał konflikt na tle majątkowym, skutkujący wieloletnimi procesami sądowymi (np. naruszeniem dóbr osobistych, pomówieniem, itp.) oraz zerwaniem więzi towarzyskich i rodzinnych.

Mniejszościowy wspólnik bojkotował działalność większościowego wspólnika, który bezskutecznie starał się rozwinąć spółkę, pozyskać nowych kontrahentów i dodatkowe źródła finansowania przedsięwzięcia. Działalność mniejszościowego wspólnika i członka zarządu w zasadzie ograniczyła się do pobierania wynagrodzenia od spółki.

Do takiego stanu rzeczy doprowadziły również restrykcyjne postanowienia umowy spółki. W zasadniczych kwestiach, jak np.: powołanie/odwołanie członka zarządu, zmiana umowy spółki, wyrażanie zgody na zaciąganie zobowiązań powyżej ustalonej kwoty, wymagana była jednomyślna uchwała wspólników przy zachowaniu kworum 100% udziałów. Impas trwał kilka lat.

W końcu na skutek naszego pozwu sąd uwzględnił roszczenie większościowego wspólnika i udało się wyłączyć mniejszościowego wspólnika ze spółki. W uzasadnieniu wyroku zostało podkreślone, że „ważną przyczyną” wyłączenia wspólnika, o której mowa w § 1 art. 266 kodeksu spółek handlowych może być także niemożność bezkonfliktowego współdziałania ze wspólnikiem, będąca następstwem relacji interpersonalnych wewnątrz spółki, powodujących utratę zaufania, przekreślającą szansę na współdziałanie w realizacji celów spółki.

Sprawa zakończyła się tzw. happy endem, gdyż po przejęciu udziałów mniejszościowego wspólnika spółka osiągnęła cele biznesowe.

Jak uwolnić się od wspólnika?

Daniel Szczubełek        30 maja 2016        Komentarze (0)

Czy pamiętasz jak ostatnio pisałem o sprawie Pani Katarzyny? Jeśli nie, zapraszam Cię do artykułu o konkurencyjnej działalności wspólnika.

Pan Ryszard – wspólnik Pani Katarzyny, pomimo upomnienia przez klientkę, wciąż prowadzi działalność konkurencyjną. Miarka się przebrała i w końcu Pani Katarzyna powiedziała: „Dość!”. Postanowiła, że raz na zawsze chce się ”uwolnić” od nieuczciwego wspólnika.

W takiej sytuacji kobieta może, a wydaje się, że nawet powinna wypowiedzieć swój udział w umowie spółki cywilnej. Podstawa wypowiedzenia udziału w spółce cywilnej wynika z art. 896 § 2 k.c. Zgodnie z jego treścią: „Z ważnych powodów wspólnik może wypowiedzieć swój udział bez zachowania terminów wypowiedzenia, chociażby spółka była zawarta na czas oznaczony. Zastrzeżenie przeciwne jest nieważne”.

Konkurencyjna działalność Pana Ryszarda stanowi ważny powód do wypowiedzenia udziału w spółce. Za “ważne powody” należy uznać takie okoliczności, które sprawiają, że wspólnik nie chce pozostać w spółce wbrew swojej woli. Dodatkowo, brak lojalności, brak współdziałania wspólników w dążeniu do osiągnięcia określonego celu, nieuczciwe postępowanie lub nierzetelne wykonywanie obowiązków, konfliktu z pozostałymi wspólnikami uniemożliwiający zgodne współdziałanie w spółce – to główne powody uzasadniające wypowiedzenie umowy.

Borykasz się z podobnym problemem i chcesz wypowiedzieć udział w spółce? Pamiętaj, że wypowiedzenie udziału powinno zostać skierowane do wszystkich pozostałych wspólników, od tego zależy jego skuteczność. Na skutek wypowiedzenia udziału w spółce będzie przysługiwało Ci roszczenie o rozliczenie Twojego uczestnictwa w spółce.

Konkurencyjna działalność wspólnika

Daniel Szczubełek        23 maja 2016        Komentarze (0)

Wiele wody w Wiśle nie upłynęło, a ja znowu mogę podzielić się z Tobą interesującą sprawą.

Ostatnio opowiadałem Ci o Panie Marku i jego problemach, a teraz opowiem o sytuacji Pani Katarzyny. Klientka jest kuzynką Pana Marka. Tak to już w tym zawodzie bywa, że poprowadzisz jedną sprawę, a za chwilę pomagasz już całej rodzinie :).

Wracając do meritum, Pani Katarzyna prowadzi działalność gospodarczą w formie spółki cywilnej. Wspólnicy zajmują się projektowaniem i produkcją obuwia sportowego. Niestety, Pani Katarzyna, tak samo jak Pan z mojej ostatniej opowieści, utraciła zaufanie do swojego wspólnika – Pana Ryszarda. Okazało się, że wspólnik niepostrzeżenie i za plecami Pani Katarzyny podpisał dość lukratywny kontrakt. Stroną podpisanej umowy nie są wspólnicy spółki cywilnej, a przedmiot umowy dotyczy zaprojektowania, produkcji i dostawy dużej partii butów sportowych dla dzieci do Wielkiej Brytanii.

Pani Katarzyna jest zrozpaczona, gdyż to głównie na skutek jej determinacji udało się przekonać podmiot brytyjski do zmówienia w spółce niewielkiej partii sportowych butów dziecięcych z perspektywą większych zamówień. Polska spółka miała zostać alternatywnym źródłem wobec chińskiego producenta butów dla brytyjskiej spółki.

Wytłumaczyłem klientce, że pomimo tego, iż wykonywanie działalności gospodarczej w formie spółki cywilnej daje wspólnikom dość szerokie uprawnienia, to nie oznacza, że wspólnicy mogą naruszać zasady konkurencji. Stosownie do postanowień art. 3 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, czynem nieuczciwej konkurencji jest działanie przedsiębiorcy sprzeczne z prawem lub dobrymi obyczajami, jeżeli zagraża lub narusza interes innego przedsiębiorcy.

Pan Ryszard prowadząc własną działalność gospodarczą, równolegle z działalnością w spółce cywilnej, i zawierając we własnym imieniu umowy z kontrahentem spółki, z którym wspólnicy wcześniej zawarli perspektywistyczny kontrakt, zachował się nielojalnie wobec wspólnika – Pani Katarzyny. Zachowanie tego pana należy uznać za działanie sprzeczne z dobrymi obyczajami.

W przedmiotowej sytuacji Pani Katarzyna może dochodzić od nielojalnego wspólnika naprawienia szkody na zasadach ogólnych, tj. kwoty rzeczywistej straty, ale także utraconych korzyści. Uzyskanie satysfakcjonującego odszkodowania jest tylko kwestią czasu.

Strzeż się wspólniku!

Daniel Szczubełek        20 maja 2016        Komentarze (0)

Witaj Czytelniku!

Długo myślałem nad tym, od czego zacząć, o czym opowiedzieć. W końcu zdecydowałem, że przedstawię Ci sprawę Pana Marka, która nie dawno do mnie trafiła.

Pan Marek  jakiś czas temu razem ze swoim, jeszcze wtedy, przyjacielem – Panem Zbyszkiem, zawarł umowę spółki cywilnej. Początkowo współpraca układała się pomyślnie. Interes kwitł. Najprawdopodobniej to uśpiło czujność Pana Marka.

„Przyjaciel” wykorzystał jego zaufanie i posłużył się jego dowodem osobistym podczas zaciągania pożyczki w banku. Kiedy Pan Marek otrzymał z banku wezwanie do zapłaty kwoty 115.000,00 zł początkowo pomyślał, że to pomyłka i sprawę zbagatelizował.

Od czasu doręczenia wezwania do zapłaty, bank długo nie czekał i uruchomił procedurę egzekucyjną w oparciu o bankowy tytuł egzekucyjny. Pan Marek nie potrafił samodzielnie się obronić przed egzekucją ze strony banku. W tym czasie Pan Marek dowiedział się, że jego wspólnik najprawdopodobniej jest nałogowym hazardzistą. Wówczas w jego głowie zrodziła się myśl, że być może Pan Zbyszek posłużył się jego dowodem osobistym, zatem zawiadomił organy ścigania, a następnie kilkukrotnie informował bank o tym, że to nie on zawierał umowę pożyczki, że to najprawdopodobniej jego wspólnik posłużył się jego dowodem osobistym.

Niestety nie powstrzymało to banku od kontynuowania postępowania egzekucyjnego. 

W niedługim czasie Pan Marek stracił dorobek całego życia, stracił kumpla i wspólnika, zaufanie do ludzi i w końcu załamał się, zaś „przyjaciel” przegrał cały majątek, na tzw. „maszynach i automatach wrzutowych”, a za czyn oszustwa i fałszerstwa, który popełnił został skazany prawomocnym wyrokiem karnym.

Po kilku latach leczenia psychicznego wywołanego postępowaniem banku Pan Marek postanowił, że musi zaufać komuś i zwrócił się o pomoc. W prowadzeniu sprawy Pana Marka pomogło mi już wypracowane orzecznictwo sądowe, które potwierdziło możliwość dochodzenia zadośćuczynienia w przypadku prowadzenia postępowania egzekucyjnego w oparciu o wadliwie wystawiony tytuł wykonawczy.

Determinacja Pana Marka potwierdza, że warto walczyć o swoje prawa.